Owoce Azji Południowo-wschodniej​ okładka postu

Na pewno w czasie podróży do południowej Europy zdarzyło wam się kiedyś próbować lokalnych winogron. W środku lata, wyciągnięte prosto z lodówki, ociekające słodkim sokiem są nieporównywalnie lepsze od tego co  możemy kupić w supermarkecie. Być może równać się mogą z nimi winogrona z waszej działki, jeżeli rosną w szczególnie nasłonecznionych miejscach. U mojej Babci winogrona zawsze smakowały raczej jak niedojrzały rabarbar, kwaśne tak że aż buzie wykręcało (ale inne owoce są pyszne, zwłaszcza maliny, pozdrawiam Cię Babciu 😉 )

Podobnie smakują owoce azji które w Polsce nie rosną, a jakimś cudem na naszych supermarketowych półkach możemy je znaleźć. Pamiętam, kiedy pierwszy raz spróbowałem mango, zastanawiałem się jak to jest w ogóle możliwe ze komukolwiek ten owoc smakuje. Jak się potem w Afganistanie okazało, po pierwsze był to inny gatunek, taki który może przetrwać długie podróże. Po drugie, wciąż było jeszcze niedojrzałe. Ciężko byłoby właściwie oba te owoce porównać bo były to właściwie inne produkty.

Stoisko z owocami w Kuala Lumpur
Stoisko z owocami w Kuala Lumpur

Jest jeszcze jeden owoc którego najpierw spróbowałem w Polsce a dopiero potem w kraju pochodzenia i jest nim liczi. Tutaj jestem zaskoczony, bo różnicy właściwie nie ma, być może jest trochę bardziej soczyste na miejscu, ale w Polsce było tak samo słodkie. Nie znaczy to jednak że było smaczne, bo liczi po prostu nie lubię. Jest za słodkie, za oślizgłe i do tego nie da się go zjeść tak żeby się nie pobrudzić.

Jedna rzecz którą zauważyłem, to, że próbując nowych owoców mój mózg zawsze próbuje je do czegoś porównać, każdy nowy owoc jest dla mnie jakąś kombinacją bananów, truskawek i wszystkiego innego czego znak. Okazuje się że dla ludzie którzy znają te smaki od małego smakują one po prostu jak dany owoc, nawet do głowy im nie przyjdzie żeby doszukiwać się nut smakowych innych owoców. Wygląda więc na to że spotykając nowy smak, którego nie próbowaliśmy w dzieciństwie, nasz mózg próbuje jakoś to sobie wytłumaczyć tworząc swoistą mapę tego co zna.

Owoce Azji

Po przyjeździe do Singapuru powoli zacząłem próbować tego co tutaj dostępne. W sumie większości spróbowałem nie dlatego że chciałem, a właściwie dlatego że ktoś akurat je jadł. Na straganach jakoś nigdy nie wyglądały zbyt zachęcająco. Są jednak takie w których się zakochałem bez pamięci, jak i takie owoce które mogłyby nie istnieć i nie byłoby mi z tego powodu przykro.

Jagodzian rambutan

Tak wygląda rambutan w środku. Owoce Azji potrafią zaskoczyć swoim wyglądem.
Tak wygląda rambutan w środku

Lub po prostu zwyczajnie, po malezyjsku rambutan co znaczy po prostu owłosiony (swoją drogą kto te polskie nazwy wymyśla). Takie w sumie trochę inne liczi, jest odrobinę bardziej kwaśne co mi akurat pasuje. Z wyglądu jest za to dużo ciekawe od liczi bo wygląda jakoby miało bez liku małych macek. Jeżeli ktoś lubi tą dziwną mięsistość połączoną z oślizgłością liczi na pewno polubi Rambutany. Sam owoc pochodzi własnie z rejonu Malezji, więc jeżeli gdziekolwiek należy tego owocu spróbować to właśnie tutaj. Owoc nie ma jakichś szczególnych wspaniałych właściwości odżywczych, przynajmniej więc nie muszę się przejmować że coś mnie omija.

Jagodzian Rambutan na stoisku na ulicy w Dżakarcie
Jagodzian Rambutan na stoisku na ulicy w Dżakarcie
Zbliżenie na pochodzący z malezji owoc Rambutan
Zbliżenie na pochodzący z Malezji owoc Rambutan

Flaszowiec Miękkociernisty czyli Soursop, Guanabana lub Graviola

Tak wyglada środek owocu o nazwie soursop lub Guanabana
Tak wygląda środek owocu o nazwie Soursop lub Guanabana

Naprawdę nie dziwie się ze z takimi nazwami owoce te nie zawojowały naszych supermarketów. Wydaje mi się że kiedyś był w polsce sok z tego owocu, ale tylko przez krótki czas. Smak tego wielkiego zielonego potwora to prawdziwa rewelacja i olśnienie dla podniebienia. Nie próbowałem czegoś takiego nigdy w życiu. Szczerze polecam ten owoc bo jest po prostu niesamowity, jak dla mnie jest połączeniem smaku banana, truskawek, ananasa i czegoś jeszcze czego nie jestem w stanie określić. Trochę mi smakuje jak Kubuś bananowo-jabłkowy ale to znowu nie jest dokładnie ten sam smak. Owoc sam w sobie jest wielki, do tego jest dość włóknisty więc w jedzeniu nie jest ani łatwy ani przyjemny. Najpopularniejsza forma w jakiej można go dostać to koktajl bo doskonale się miksuje. W klasyfikacji na moje ulubione owoce Azji Południowo-Wschodniej to będzie na pewno numer 1. Soursop po polsku to najczęściej Guanabana (co polską nazwą nie jest) lub Graviola ( co też ciężko byłoby do języka polskiego zaliczyć)

Niedojrzałe owoce Flaszowca Miękkociernistego bądź też po prostu Soursop lub Guanabana. Owoce Azji które zachwycą twoje podniebienie
Niedojrzałe owoce Flaszowca Miękkociernistego bądź też po prostu Soursop lub Guanabana

Podobno cudowny lek na raka, według tych wszystkich szarlatanów którzy wciskają ludziom również amigdalinę z pestek moreli. Nie ma na to żadnych naukowych dowodów, ale możemy bezpiecznie założyć że ludzie w tropikalnych krajach nigdy by na raka nie chorowali gdyby miał takie właściwości. Owoc jest bowiem tak pyszny że nie mogę mu się oprzeć z każdym razem gdy go widzę.

Longan lub też oko smoka

Longan lub też po polsku Oko Smoka
Longan lub też po polsku Oko Smoka

Kolejny z rodziny liczi który tak samo jak poprzednie nie robi na mnie wielkiego wrażenia. Ten smakuje trochę bardziej ziemiście, nie jest też aż tak słodki. W dodatku skórka jest dużo cieńsza i nie ma kolców, jest więc dużo łatwiejszy w jedzeniu. Samo owoc po wyciągnięciu ze skórki przypomina trochę oko, stąd też nazwa oko smoka. Miąższ jest bardziej przejrzysty, a pestka w środku czarna. Tak samo jak inne owoce z rodziny, poza słodyczą nie ma żadnych istotnych właściwości odżywczych. Co ciekawe to tej samej rodziny należy też dużo bardziej znana – za sprawą napojów energetycznych – guarana. Ten owoc jako jedyny z rodziny bogaty jest w kofeinę

Mangostan Właściwy (Mangosteen)

Owoce Mangosteen na straganie w Malezji
Owoce Mangosteen na straganie w Malezji

Kolejna rewelacja o której istnieniu nie miałem pojęcia.Właściwa nazwa to Garcinia mangostana, która też może coś wam dać do myślenia, jest to bowiem kuzyn Garcinia Cambogia. Czyli kolejnego owocu na liście w którego cudowne właściwości wierzą znachorzy (coś owoce Azji podejrzanie często na takich listach się znajdują, pewnie przez swoją egzotyczność). Owoc wygląda trochę jak mały niedojrzały bakłażan (wiedzieliście że bakłażany były z początku okrągłe? ). Jest fioletowo purpurowy z z zielonymi dość mięsistymi liśćmi. Tutaj musicie uważać przy wyborze, owoc ten ma tendencję do wysychania. Skórka robi się wtedy twarda jak drewno, a owoc w środku może być już niejadalny. Ogólnie jest to owoc dość ciężki w jedzeniu, przez skórkę ciężko się dobrać do środka, pod wierzchnią fioletową warstwą, jest coś jakby drewno przeżarte przez korniki, gdzieś na grubość pół centymetra. Dopiero dalej znajduje się coś co przypomina główkę czosnku.

Małe białe ząbki ułożone dookoła, każdy ząbek ma w środku czarną pestkę. W smaku jest niesamowity, ale trudność w jedzeniu odbiera trochę z przyjemności. Samego owocu też jest bardzo mało, z kilograma może uda nam się uzyskać ze 200 gram miąższu. Smak za to ratuje wszystko, znowu na myśl przychodzą mi truskawki, owoc jest niesamowicie słodki ale z nutą kwaśności która wszystko balansuje. Co ciekawe poszczególne ząbki w jednym owocu mogą mieć zupełnie różny smak co dodaje trochę świeżości do całego doświadczenia. Mangosteen świetnie nadaje się na koktajle (przez swój smak) ale myślę że niewielu ludziom chciałoby się przechodzić przez mękę obierania i oddzielania go od pestek.

Przekrojony owoc Mangosteen wygląda jak główka czosnku
Przekrojony owoc Mangosteen wygląda jak główka czosnku

Chlebowiec Różnolistny czyli Jackfruit

Dżakfrut, jeden z ciekawszych owoców Azji Południowo-WschodniejNo tym jednym razem mogę się chyba z nazwą zgodzić. Owoc jest wielki jak kilka bochenków chleba. Jeden potrafi ważyć nawet 10 kilogramów, czasem nawet do 35 kilogramów. Jest olbrzymi i tak naprawdę kupuje się go tylko już obrane fragmenty, całe owoce mało kto kupuje. Tak więc w sklepach są one otwierane i rozbierane na części. Sprzedaż w ten sposób ułatwia to że owoc sam w sobie jest w częściach. W środku jedna na drugiej ściśle do siebie przylegają małe fragmenty które mają własną cienką skórkę. Sam owoce jest trochę pozbawiony smaku ma za to bardzo charakterystyczny słodki zapach, jest też bogaty w składniki odżywcze, wykorzystywany jest wiec jak zamiennik mięsa w daniach wegetariańskich.

Oddzielone cząstki owocu Dżakfrut lub też Chlebowca Różnolistnego
Oddzielone cząstki owocu Dżakfrut lub też Chlebowca Różnolistnego

Durian

Owoc – legenda. Coś czego nawet zapachu nie mogą znieść turyści przyjeżdżający do Singapuru, Malezji i Indonezji. Owoc ten uznawany jest za smakołyk i rarytas, wielu ludzie wierzy również w jego różne cudowne właściwości. Niestety ciężko się do tego owocu przyzwyczaić. Znowu wydaje mi się że następuje tutaj jakieś rodzaju utrwalenie smaku w głowie w dzieciństwie. Jeżeli wtedy go nie spróbowaliśmy to będzie nam niezwykle ciężko to niego przywyknąć. Każdy z kim rozmawiałem inaczej ten owoc opisuje. Dla mnie smakuje on jak połączenie surowej cebuli i wanilii. Jest coś takiego w jego smaku zapachu co świdruje w nosie.

Przekrojony durian z widocznym fragmentem miąższu
Przekrojony durian z widocznym fragmentem miąższu

 

Co ciekawe natomiast o ile zapachu na samym początku nie mogłem znieść, o tyle nagle, około dwóch lat temu przestał mi wo góle przeszkadzać. Teraz mój mózg uznaje go za przyjemny. To jest coś dla mnie zupełnie nie do pojęcia. Coś co na początku pachniało dla nie jak rozkładające się zwłoki, z dnia na dzień, zupełnie nagle zaczęło pachnieć przyjemnie. Mam wrażenie że albo przestałem czuć tę nieprzyjemną nutę, i został sam zapach czegoś słodkiego, albo mi się mózg przestawił. Jeżeli maiłbym owoce Azji Południowo-Wschodniej ułożyć na jakiejś skali, to durian na pewno byłby w dalszym ciągu na samym końcu.

 

Polub:
Udostępnij:

Skomentuj ()

Dodane przez Borys Specjalski
Podróże, polityka i startupy to moje ulubione tematy, ale nie zawacham się napisać na każdy temat który uznam za interesujący. Przez dwa lata mieszkałem w Afganistanie. Aktualnie rozwijam http://logline.pro w Singapurze.