Widok z dachu mojego budynku na hotel Kabul Star

Dzisiaj z koleżanką z za ściany odkryliśmy że na dachu mamy duży taras z którego możemy korzystać. Właściwie to nie odkryliśmy a sobie przypomnieliśmy bo o jego obecności wiedzieliśmy od dawna. Jednak ponieważ dzisiaj jest sobota (czyli w normalnym świecie czwartek) a pogoda jest znakomita, świeci słońce a powietrze ma 25 stopni, wyjątkowo dawało się we znaki siedzenie w zamkniętym pokoju i robienie niczego. Ponieważ dzisiaj jest sobota, zgodnie z rodzinną tradycją zacząłem dzień od sprzątania i muszę powiedzieć że zaskoczyła mnie ilość kurzu która uzbierała się w przeciągu tygodnia. Ponieważ mam z pokoju wyjście na wspólny balkon, pomyślałem sobie że fajnie byłoby również móc czasem wyjść, więc i balkon próbowałem sprzątnąć. Skończyło się na ogarnięciu kilku kafelków tak żebym miał gdzie stopę postawić . A czemu tak? Myślę że będzie to widać na załączonym zdjęciu.

Do czego może się przydać taras

Okazało się więc że taras na dachu jest bardzo ciekawą alternatywą. Co prawda jest tam tylko goły beton, ale z krzesłem zawsze można wyjść i trochę na słońcu posiedzieć. Z tarasu rozciągają się bardzo interesujące widoki, i jest to drugi raz kiedy stwierdzam że jednak Kabul da się lubić. Na samym dachu znajduje się ‚Penthouse’ czyli dziwne dwa pomieszczenia po dwóch stronach schodów gdzie najprawdopodobniej mieszka jeden ze strażników (bo że siedzi na dachu pan z bronią to pewne) Jedno z tych pomieszczeń to najdziwniejsza łazienka jaką w życiu widziałem, z wielkimi oknami na 3 strony świata. Ktoś najwyraźniej chciał podziwiać widoki jednocześnie załatwiając swoje potrzeby. Pomysł jednak chyba nie był zbyt praktyczny, bo łazienka (jak również widać na zdjęciu) służy za magazyn pustych opakować.

Dziwna przybudówka na dachu budynku w Kabulu
Dziwna przybudówka na dachu budynku w Kabulu

Pierwszy natomiast raz kiedy stwierdziłem że w Kabulu można się zakochać, był kiedy jechałem na imprezę zorganizowaną przez polska ambasadę z okazji rocznicy uchwalenia konstytucji trzeciego maja. Ambasada RP znajduje się na tak zwanym wygwizdowie, i tylko dzięki temu miałem okazję wyjechać po raz pierwszy kawałek dalej niż do supermarketu czy restauracji. Żeby się tam dostać trzeba wyjechać z doliny w której Kabul się znajduje, a jechaliśmy tam z dobre pół godziny.

Gdy się nie zna języka

Gdy już znalazłem się na miejscu chciałem powiedzieć kierowcy żeby jechał i nie wracał bo będę miał transport powrotny, ale kiedy nie mogliśmy się w żaden sposób porozumieć, skapitulowałem i gestem ręki pokazałem że po niego zadzwonię. Kierowca więc odjechał a ja zadowolony udałem się pod ambasadę idąc pomiędzy wszystkimi szlabanami i zasiekami z dobrych 200 metrów od miejsca gdzie kierowca musiał się zatrzymać. Sama ambasada to istna forteca o czym też miałem okazję się przekonać. Już idąc na miejsce wiedziałem że coś jest nie tak, jakoś tak było cicho i spokojnie, jednak gdy podszedłem pod wielką stalową bramę, wiedziałem już co zrobiłem.

Przecież w takiej fortecy nie dało by się nigdy żadnej imprezy zorganizować. W tym samym momencie dotarło do mnie również że nie mam ze sobą telefonu ( bo do tego czasu moja firma mi dostarczyć nie mogła w związku ze zwolnieniem na dzień przed moim przyjazdem całej administracji i zaplombowaniem ich biura) ani mój polski ani singapurski telefon nie pozwala mi bóg jeden wie czemu wykonywać połączeń. Stałem tam więc i do głowy przychodziło mi jedyne słowo jakie każdemu polakowi w takim momencie do głowy przychodzi.

I co tu teraz mogę zrobić

To był pierwszy raz kiedy się dość porządnie tutaj zestresowałem. Próbowałem się dogadać z policjantem stojącym przed ambasadą ale niestety ani słowa po angielsku. Jedyne co był w stanie mi pokazać to że dzwonek do ambasady nie działa (też swoją drogą mogli by coś z tym zrobić) i tak z dobrych 5 minut próbowałem się z nim dogadać, po czym w końcu chyba stwierdził ze ma tego dosyć i zadzwonił do kogoś do ambasady. Po kolejnych 5 minutach i ustawieniu się na polecenie policjanta w miejscu z którego kamera obejmowała mnie w całości, w końcu usłyszałem zgrzyt i w stalowych drzwiach uchyliła się dziura wielkości karty kredytowej, a pan Borowiec ze środka spytał mnie czego chce.

Z panami z BORu w końcu udało mi się dogadać, użyczyli mi telefonu i mogłem zadzwonić po mojego kierowcę. Problem był tylko w tym że w ciągu tych pół godziny kierowca nie nauczył się angielskiego i dalej nie wiedziałem czy udało mi się dogadać czy nie. Usłyszałem tylko OK i połączenie się zakończyło. Po tym zostałem wylegitymowany, wpisany do listy odwiedzających i zaproszony do poczekania w środku. Minęło 45 minut zanim w końcu samochód dojechał i w końcu pojechałem na właściwą imprezę do hotelu Kabul star, który znajduje się dokładnie za rogiem od budynku w którym mieszkam (co też na zdjęciu poniżej widać)

Ten pierwszy raz

W międzyczasie zdążyło się zrobić ciemno i miałem okazję zobaczyć drogę powrotną nocą. I to był właśnie ten moment kiedy stwierdziłem że da się tutaj żyć. Światła z domów położonych na wzgórzach wyglądały jak wieżowce, dając takie surrealistyczne wrażenie. Na co dzień bowiem Kabul jest zupełnie płaski a domy rzadko kiedy mają tutaj więcej niż 2 piętra. Pojechaliśmy też inna drogą, wzdłuż rzeki, gdzie znajdują się klasycyzujące zabudowania z lat 20 razem z jednym z dziwniejszych meczetów jakie w życiu widziałem. Klasycystyczny, mocno niebieskie i wyglądający bardziej jak cerkiew prawosławna, jest on efektem refom które w latach 20 dziewiętnastego wieku próbował wprowadzić panujący wtedy król Amanlullah. Myślę więc że Kabul jeszcze nie raz mnie zaskoczy.

W sumie jestem tego nawet pewny, bo zaskakuje mnie za każdym razem widok sprzedawcy lodów, które sprzedaje z wózka z demobilu. Muszę szczerze powiedzieć że nigdy bym się takich lodów nie odważył kupić. Jednak zawsze wiem kiedy sprzedawca jest w pobliżu, bo przez megafon zawsze słychać jego melodyjkę w całej okolicy. W dodatku melodyjka ta to tutaj także popularny dzwonek telefoniczny. I tak właśnie pisząc to doszedłem do wniosku że i w przypadku sprzedawcy lodów to jest chyba dzwonek telefonu tylko że wzmocniony przez megafon.

Jeżeli martwicie się teraz o moje bezpieczeństwo, mogę powiedzieć że telefon już mam. Szkoda tylko że nikt mi go nie doładował, więc dzwonić dalej nie mogę.. ale postęp jest. Podobno niedługo będę też miał w końcu identyfikator (który właściwie jest mi niezbędny w raz jak ktoś nie zatrzyma) a i nawet w domu gościnnym ma się pojawić pralka! To chyba będzie już za dużo szczęścia..

Ulica w Kabulu widok dość powszechny
Ulica w Kabulu widok dość powszechny
Prywatna siłownia którą miałem do dyspozycji będąc w Kabulu
Prywatna siłownia którą miałem do dyspozycji będąc w Kabulu
Jakieś coś na talerzu, ale to coś było całkiem smaczne
Jakieś coś na talerzu, ale to coś było całkiem smaczne
To białe na talerzu to śmietana gdyby ktoś pytał
To białe na talerzu to śmietana gdyby ktoś pytał
Polub:
Udostępnij:

Skomentuj ()

Dodane przez Borys Specjalski
Podróże, polityka i startupy to moje ulubione tematy, ale nie zawacham się napisać na każdy temat który uznam za interesujący. Przez dwa lata mieszkałem w Afganistanie. Aktualnie rozwijam http://logline.pro w Singapurze.