Ulica w Kabulu, widok zza szyby samochodu

Skończyły się moje radosne spacery, wczoraj się dowiedziałem że mam zakaz chodzenia gdziekolwiek pieszo. Okazuje się że byłem obserwowany przez ochronę, i ostatecznie moje postępowanie tak bardzo nie przypadło do gustu szefowi ochrony że w trosce o moje bezpieczeństwo zadenuncjował do wyższej instancji że wychodzę sobie na piechotę bóg jeden wie gdzie ( a właściwie to Allah). Miałem więc pół godzinną pogadankę o bezpieczeństwie w Afganistanie, musiałem się pokajać i przysiąc że więcej tego nie zrobię.

Po tym jednak co się tutaj ostatnio dzieje to wcale aż tak bardzo mi się już na piechotę wychodzić nie chce. O wolności w Kabulu już nie myślę tak jak wcześniej. Zeszły tydzień był całkiem interesujący, a nawet ze względu na charakter mojej pracy mogę powiedzieć że ekscytujący. Zastanawiam się które z tych informacji dotarły do polski.

We wtorek zbudziłem się około 4:20 słysząc jakiś hałas za oknem, jakaś syrena i głos mówiący coś po angielsku, ponieważ ze względu na gorąco ostatnio nie spałem najlepiej, stwierdziłem że najpewniej mnie to nie dotyczy i poszedłem spać. Punkt 6 dostaje telefon od szefa, „zbudziłem cię?”, mówię że tak jakby, a on że raczej nie ma czasu na spanie, talibowie zaatakowali lotnisko, w jednej chwili się obudziłem, wyciągam laptopa i patrze co się dzieje. Tego dnia na nogach byłem wyjątkowo długo. Co do samego lotniska, to pomimo że brzmi to groźnie, to lotnisko raczej cięzko było by zaatakować ze względu na naprawdę duży krąg bezpieczeństwa, myślę że to parek kilometrów gdzie się nie da wjechać nawet samochodem. Z ostatniego parkingu lotniskowego trzeba przemierzyć z kilometr na piechotę.

Talibowie więc robili co mogli, zajęli opuszczoną budowę niedaleko lotniska i stamtąd prowadzili ostrzał. Było ich 7, a razem z początkowym zamachowcem samobójcą 8. Swoją drogą też się zastanawiam czemu oni każdy atak muszą zaczynać tak bombowo? Wszystko skończyło się tak szybko jak się zaczęło, atak rozpoczął się o 4:17 a już o godzinie 9 lotnisko powinformowało że wznawia normalne operacje lotnicze. Zabawne było to że komunikat lotniska ukazał się mniej niż 5 minut po komunikacie policji mówiącym o zabiciu ostatnich zamachowców.

Pokazuje to tylko jak bardzo tutaj są wszyscy przyzwyczajeni że tak jest i tak być musi. Za każdym razem gdy odbywa się kolejny atak na ulicach tętni normalne życie, nie widać żadnej paniki, ludzie nie uciekają w popłochu. Atak przecież odbywa się kilometr dalej a nie tutaj. Każdy atak jest też akompaniowany przez melodyjki sprzedawców lodów, a najczęściej jest to ‚happy birthday’. Tych ludzi naprawdę  nic nie jest w stanie ruszyć, co by się nie działo oni i tak będą sprzedawać lody ze swoich dwukołowych wózków.

Przy okazji tego ataku również inna grupa sprzedawców zwietrzyła interes. Atak był tak wcześnie rano że żaden z dziennikarzy nie zdążył zjeść śniadania. Na pomoc więc pospieszyli sprzedawcy kebabów, dla których ważniejsze były pełne brzuchy dziennikarzy niż latające dookoła rpg. Poniżej zdjęcie, kebabów z miejsca zdarzenia (zdjęcie nie moje, mnie w okolicach ataków nie ma 😉 )

Drugi dzień mijał całkiem spokojnie i już miałem się zwijać z pracy kiedy słyszę, po raz kolejny alarm z ambasady Wielkiej Brytanii. Jakim cudem nie słyszałem samego wybuchu tego nie wiem. Tym razem atak był dużo gorszy. Zamachowiec wysadził samochód wypełniony materiałami wybuchowymi zaraz obok budynku sądu najwyższego. Wszystko było dokładnie zaplanowane, wybuch nastąpił dokładnie w momencie kiedy wszyscy pracownicy wracali do domu i wsiadali właśnie do zaparkowanych autobusów które miały ich tam zawieść. Tym razem zginęło 17 osób a 39 zostało rannych. To jeden z najkrwawszych zamachów jakie się zdarzyły od kiedy tu jestem i mimo wszystko te liczby jeszcze robią na mnie wrażenie.

To wszystko właśnie powoduje że na piesze spacery nie mam już tak wielkiej ochoty.

Polub:
Udostępnij:

Skomentuj ()

Dodane przez Borys Specjalski
Podróże, polityka i startupy to moje ulubione tematy, ale nie zawacham się napisać na każdy temat który uznam za interesujący. Przez dwa lata mieszkałem w Afganistanie. Aktualnie rozwijam http://logline.pro w Singapurze.